Szukaj na tym blogu

29.12.2009

2 miesiące temu w poście Skirt! u dołu zdjęcia nieśmiale przebijały się rajstopy w czarno-białe, pionowe pasy. Teraz, co prawda dwa miesiące później, ale tak jak obiecałam, wykorzystuję je w nowym poście. Grzechem byłoby zakrywać je aż do samych kolan, dlatego noszę je do krótszych spódnic, tutaj akurat w zestawieniu z czarną spódnicą z wysokim stanem. Przy okazji czarno-białych rajstop wspomnę o świetnej sesji, która zrobiła na mnie niemałe wrażenie, szczególnie w kontekście [chyba] najbardziej oczekiwanej premiery przyszłego roku. I tym oto sposobem rajstopy miały swoje 5 minut.
Marynarka Yves Saint Laurent, to moja mała ulubienica z sh. Została ona zakupiona w czasach, kiedy fuksja nazywana była 'wściekłym różem', a ubranie marynarki czy też innej rzeczy całej w tak zdecydowanym odcieniu różu, szczególnie w nieodpowiednim zestawieniu, niebezpiecznie zbliżało się do taniego kiczu i kojarzyło  się z jego najcięższym wydaniem. Niewątpliwie także zachowawczość w doborze koloru ubiorów Polaków tłumaczy fakt, dlaczego wisiała jeszcze na wieszaku i nikt jej przede mną nie kupił :-))) Obecnie pod tym względem jest już znacznie lepiej, co widać gołym okiem na ulicach. Ja z kolei nie kryję odrobiny swojej zachowawczości, która wciąż we mnie pozostała, ponieważ w kwestii kolorów zrobiłam bardzo duże postępy, ale wciąż jestem fanką klasycznych popieli, czerni, bieli (dlatego podoba mi się większość dość stonowanej kolekcji -> YSL RTW spring-summer 2010). Oczywiście to co mam na sobie jest wypadkową  nastroju, pogody, okazji i tego co mam w szafie (a czego akurat nie trzeba koniecznie prasować ;).
Uwielbiam tę marynarkę za przemiły materiał, prosty krój i za ten 'wściekły róż'. Oczywiście, 'fuksja' brzmi bardziej medialnie, a znajomość tego słowa w tym sezonie oznacza, iż mniej lub bardziej orientujemy się w trendach, aczkolwiek dobór słów nie ma tutaj żadnego znaczenia, gdyż marynarka ma pewnie z 10 lat, ale najwidoczniej jest ponadczasowa.


 

marynarka - Yves Saint Laurent /sh
spódnica - sh
bluzka - Barbarossa
rajstopy - restyle.pl 
łańcuch - Galeria Centrum
pierścionek - C&A
zegarek - timex



26.12.2009

Marynarka swojego mężczyzny? Czemu nie. Kapelusz ojca? Może być. Okulary brata? Super.
Wszystko fajnie-pięknie, aczkolwiek gdy nie ma od kogo pożyczać męskiej garderoby, rezultaty kupowania ubrań w działach dla płci brzydkiej tylko dlatego, że od jakiegoś czasu zaczęło to być modne,  niejednokrotnie kończą się przerostem formy nad treścią. Niewolnice mody muszą mieć ciężkie życie:)
Pojawienie się w mojej szafie męskich spodni nie miało nic wspólnego z powyżej opisanym przypadkiem. Przypuszczam też, że ominęłabym dział męski, gdyby nie znajomy, z którym byłam. Niebieskie spodnie miały być jego łupem, aczkolwiek po przymiarce stwierdził, że nie wygląda w nich za dobrze, po czym powiedział zupełnie ad hoc, żebym je przymierzyła.
Przymierzone, obejrzane, kupione:) Przyznam szczerze, że miałam chwilowe opory przed ich zakupem, ale wątpliwości szybko zniknęły, spodnie ochrzciłam jako unisex i ostatecznie stwierdziłam iż będą nosić się znakomicie. I tak też się dzieje.
Bluzka, którą mam na sobie jest radosnym dziełem mojego autorstwa. Wena twórcza pojawiła się przypadkowo w sklepie bershka, gdzie na manekinie ujrzałam najnormalniejszą w świecie bawełnę, ale z doszytymi gdzieniegdzie cienkimi łańcuszkami. Bluzek tego typu mam wiele, łańcuszki z odzysku również się znalazły, a same doszycie ich było dla mnie wyśmienitym relaksem, dlatego całość przedsięwzięcia i jego rezultat oceniam in plus:)






Powyżej, prócz mnie [w przedmiotowych spodniach], na zdjęciu pojawia się także Bartek, chłopak, który niczym fale roentgen'a przenika przez zawartość męskich szaf, demaskując ulubione, a niekoniecznie trafione [modowe] przyzwyczajenia polskich osobników płci męskiej:) Refleksje Bartka w tym temacie do poczytania w najnowszym Dilemmas Magazine - polecam.

A skoro już mowa o magazynach, jest mi niezmiernie miło przekazać, iż na łamach najświeższego numeru DJ MAGAZINE w rubryce Lifestyle, pojawiła się wzmianka m.in. o ARMAADZIE :) Jest to o tyle świetne, iż jest to pierwsza tego typu publikacja na temat bloga. Cieszy mnie także fakt, iż pojawiła się ona w magazynie, który nie jest stricte modowy, co daje możliwość dotarcia i zainteresowania osób, które wcześniej nie śledziły tego typu blogów. Yeah!





Świąteczny blichtr jeszcze nie opadł, a zbliża się czas wyprzedaży, tak więc aby uniknąć wysłuchania po raz 986324565 świątecznej Mariah Carey, podczas szału wyprzedaży polecam stopery do uszu i wyluzowane podejście do tematu:)

spodnie - bershka men
bluzka - DIY
szelki - sh
branzoleta - galeria centrum

zdjęcie z Bartkiem [foto- ola]:
spodnie - bershka men
bluzka - zara
torba - adidas oryginal
branzoletki - h&m

19.12.2009

Wspaniała tendencja ma  miejsce w mojej szafie. Odkrywam stare rzeczy na nowo, a ich nowe wcielenia są zupełnie inne, niż pierwotne. Można by więc zaryzykować stwierdzenie, iż absolutnie nie należy pozbywać się ubrań. Nawet tych, którym nie dajemy już żadnych szans. Przy  obecnej ilości ubrań i ich stale rosnącej ilości, ta teoria to przysłowiowe kopanie leżącego, a raczej stojącej (jeszcze) szafy. Przydałaby się garderoba z prawdziwego zdarzenia.
Drugą szansę dostał ode mnie błyszczący kardigan. Zestawienie go ze spódnicą z wysokim stanem nadało mu zupełnie nowy charakter. Prócz cekinów, kardigan miał jeszcze błyszczące liście, które były odzwierciedleniem szalonej wizji jego autora. Wizja ta była tak przeokropna, że liście, niczym na jesień, wylądowały w koszu :)
Przez kilka ostatnich tygodni przejrzałam kilkadziesiąt aukcji internetowych, sklepów z antykami, schowków i skrzynek, aby zdobyć stary klucz. Na zdjęciu, którego niestety nigdzie nie zapisałam, u pewnej kobiety widziałam klucz, który miała zawieszony krótko na szyi. Zapragnęłam podobnego. Swojego ideału nie udało mi się zdobyć, ale odszukałam inny, który co prawda nie wygląda na stary, ale chwilowo zaspokaja moje żądze w tym temacie. Oczywiście, poszukiwania będą trwały dalej... :)


 
 


kardigan - sh
spódnica - sh
naszyjnik - DIY
branzoletki - h&m

15.12.2009

Jakże trafne wydaje się być określenie 'mc hammer pants', wypowiedziane przez bezlitosnego modowego krytyka ;) o podobnych do tego egzemplarza spodniach (celine - wiosna 2010).  Kupiłam  je dawno, dawno temu pod wpływem tzw. impulsu- czytaj: kup- może założysz. Stwierdzam jednak, że właśnie nadszedł ich czas, tak jak to miało do tej pory miejsce z wieloma innymi egzemplarzami, zakupionymi w ten sam sposób. Podobnie rzecz się miała z wąskimi spodniami (później nazwane rurkami), bluzką z uniesionymi ramionami (strong shoulders), czy też marynarką w ostrym kolorze fuksji. Nie zdarza się to nader często, ale bywa, iż wyciągam z szafy ubrania, które mam od dawna, a stały się modne:) Wyprzedzam trendy? Być może, ale raczej nieświadomie:)
Z kolekcji mc hammer pants posiadam jeszcze identyczny egzemplarz, jak ta pani. Czekają na swój debiut, aż zestawię je z czymś, z zadowalającym rezultatem. Do kolekcji całkiem nowy i ciepły nabytek- czapka, która kształtem kojarzy mi się z toczkiem. W przeprowadzonej sondzie* 5 na 5 pytanych osób odpowiedziało za pozostawieniem pompona (zastanawiałam się, czy nie byłoby lepiej bez). Coś w tym pomponie zatem musi być;). Trencz natomiast jest zdobyczą z ostatniej edycji Babiego Targu- czekam na kolejną edycję i kolejne nieodkryte skarby.

* ;)

 

foto: podszewka

płaszcz- Babi Targ
spodnie- sh
czapka- C&A
bluzka- sh
szal- prezent
torba- Gucci/ sh
buty- mode

09.12.2009

Stare czasy. Konkretnie- pamiętam, gdy chodziło się w bluzkach z kapturem (z logo MTV;), modne były także platformy lansowane przez panny ze spice girls, ogrodniczki z jeansu (XL bez względu na to, jaki rozmiar się zazwyczaj nosi)  i inne, z perspektywy czasu patrząc, gwałty na modzie. Spokojnie, to już przeszłość, aczkolwiek wg mnie, powyższe pozycje w odświeżonej wersji powrócą jeszcze nie raz. Strasznie polubiłam płaszcz, który przypomniał mi, jak bardzo kiedyś lubiłam kaptury:) Nabyty przypadkiem stanowi jedyny egzemplarz w mojej wierzchniej garderobie, który ma kaptur. Nie ma w nim żadnych ściągaczy i sznurków. Całe szczęście. Kaptur naciągnięty a'la Kenny jest świetny, ale tylko na nim.


  

foto:  gyro

płaszcz - h&m
spodnie - zara
torebka - sh
buty - Deichmann

05.12.2009

Klasyka to klasyka. Już od ponad stu lat wymyślony przez brytyjską markę Burberry trencz cieszy się dużym uznaniem. I słusznie, jak można nie docenić pięknego a zarazem tak praktycznego płaszcza? Sama kratka Burberry uznawana jest przez Brytyjczyków już niemal za dobro narodowe i to do tego stopnia, że nawet brytyjscy pseudokibice noszą ją, by być rozpoznanym i solidarnie podkreślić swoje pochodzenie. Hm. Kiepska reklama. Muszę przyznać, że w temacie kratki nie tylko brytyjscy kibice wykazują się kreatywnością :) Swego czasu do szanujących się brytyjskich klubów nie wpuszczano osób ubranych w ową kratkę (spełnił się najczarniejszy sen każdego projektanta- zalanie rynków tandetnymi podróbami sprawiło, że znany motyw (tu: kratki) stał się passé).
Na szczęście, na dzień dzisiejszy marka ma się całkiem dobrze i w dość przyjemny dla oka  sposób podkreśla swoją długowieczną tradycję:  http://artofthetrench.com/





Trencz - sh
Sukienka - Zara
Torba - C&A
Apaszka- sh
Buty - Deichmann


Moim ostatnim natchnieniem są przecudowne mundury pięknych tancerek z teledysku już ciut mniej urodziwego Marilyn'a Mansona- zachęcam do obejrzenia :).
Nie byłam ani grzeczna, ani uczynna, na mikołaja więc nie mogę liczyć, oddam więc królestwo za podobny fason.