Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grace Jones. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grace Jones. Pokaż wszystkie posty

9.04.2010

Dziś światło dziennie ujrzało nagranie dla LOOKR.TV :-)
Długo zastanawiałam się nad tematem, jaki wybrać na tą okazję (miałam głowę pełną pomysłów!). Ostatecznie, również w nawiązaniu do sugestii w mailach, abym wrzuciła kilka swoich propozycji stricte wiosennych, zdecydowałam się na telegraficzny skrót tego, co na wiosnę w modzie piszczy. Oczywiście całość jest mocno subiektywna :)


W ramach przygotowań do przedstawienia trendów, naszkicowałam sobie propozycje, które wybrałam (było ich 20, po dwie stylizacje z 10 trendów, do programu wybrałyśmy 5 najważniejszych). Przelewając wszystko na papier przy każdej stylizacji trzeba zatrzymać się dłużej, niż na 5 sekund. Jest to świetna okazja do wyłapania detali, które są równie ważne, jak całość. Gdybym była projektantem, wkurzyłabym się, gdyby nikt nie zauważył istotnych szczegółów!:)


Poniżej zdjęcia, które widać również za naszymi plecami:

MILITARNY:



NUDE:




TRENCZ:


 GRAFIKA:





oraz kolekcja Kasi Jarczykowskiej, której projekty mnie niezmiernie zachwyciły :-)) O Kasi jeszcze świat usłyszy!


Poniżej moja ulubienica, która jest na tyle wyluzowana (i nie tak zjedzona przez tremę jak ja), że przychodzi na wywiady bez stanika ;)



Dziś ostatni dzień nadsyłania zgłoszeń do konkursu MULTIKOLOR! Już teraz wiem, że wybór zwycięzcy będzie bardzo trudny..

4.01.2010

Jeżeli nowy rok, miałby być taki, jak ostatni dzień starego roku, byłoby fantastycznie. Tego sobie i Wam wszystkim życzę:) Tyle słowem wstępu.
Sylwestrowy outfit stworzony parę dni wcześniej jest alternatywą dla przekombinowanych kreacji i jest stworzony dla takich odzieżowych leni jak ja:) Debiut wykończonej frędzlami małej czarnej stanął pod znakiem zapytania, gdyż sylwestrowe plany zmieniały się jak w kalejdoskopie. Ostatecznie stanęło na tym, iż ostatnie godziny 2009 roku spędzę w Londynie. Zdjęcia Betty dodatkowo rozgrzały moją ciekawość, a także zmusiły do przeanalizowania okoliczności i zabrania jendak czegoś cieplejszego.



Za krótkie sukienki niedopasowane do figury, za duże dekolty i często rażący brak jakiegokolwiek smaku. Niestety Brytyjki w sylwestrową noc nie podbiły mojego serca. Brak odzieży wierzchniej w nocy przy temperaturze ok. 0 stopni był czymś normalnym (?), podobnie jak odkryte szpilki, często bez rajstop. Wg mnie na czas podróży 'na' i 'z' imprezy warto jednak coś na siebie włożyć:)
Na szczęście Londyn w ciągu dnia nadrobił różnorodnością stylów, odważnymi połączeniami i przede wszystkim brakiem widocznych, jednakowych trendów u wszystkich. Dla największych freak'ów i ciągłych poszukiwaczy wyjątkowych, odzieżowych arcydzieł i akcesoriów najlepszym miejscem jest camden town, artystyczna dzielnica Londynu, w której znajdują się sklepy, jakich nie znajdzie się nigdzie indziej, a także niezliczona liczba second handów i vintage shopów z prawdziwego zdarzenia w jednym miejscu:) Do tego miejsca warto wracać!

p.s. może prześle mi ktoś tę koszulkę, której jednak nie kupiłam? :)









pierwotny zestaw sylwestrowy:  
mała czarna - top shop
branzoletki - indyjskie
rajstopy - vintage 
łańcuch - vero moda 
maska - empik



zestaw do biegania nocą po mieście: 
płaszcz - h&m
sukienka - sh
torebka - valentino / sh
kamizelka z futrem - denim co
rękawiczki - net
spodnie - h&m
buty - deichmann
czapka pilotka - net
maska - empik

3.11.2009

To co ujrzałam dziś wieczorem, nie może pozostać bez komentarza. Najnowsza jesienno-zimowa kolekcja Alexandra McQueena sprawiła, że zaniemówiłam. Odnoszę wrażenie, że prócz wyniesienia na piedestale nieśmiertelnej już pepity, posunął się on już do totalnej wariacji na jej temat! Mało tego, ukazuje także, że wybiegi już dawno stały się miejscem, gdzie nie tylko piękno ma swoje miejsce. Piękno, które jak wiadomo jest pojęciem względnym, posiada jednak ogólne, najczęściej przypisywane cechy np. symetria, proporcja, ład, lub ogólnie rzecz ujmując można je nazwać swoistą przyjemnością wzrokową. Jak możliwe zatem, że na wybiegach idealne, symetryczne, po prostu piękne modelki zostają oszpecone do granic możliwości? Zapewne większość z nich chciałyby wyglądać pięknie, ale już od dawna wiadomo, że brzydota potrafi fascynować bardziej niż piękno, wywoływać trwalsze i silniejsze emocje. Jak dać się zapamiętać, wśród tak wielu wybornych projektantów i kolekcji? Zastanowiłam się właśnie, ile tak naprawdę pięknych ubrań z pokazów zapamiętałam z czasopism, Internetu i z jakimi szczegółami? Czy zapadną mi w pamięć tak mocno, jak wygląd modelek, który ukazuje, że jednak to brzydota nie liczy się z ograniczeniami, z możliwościami, z niczym? Gdzie i czy w ogóle są jakieś granice - konwencji, obyczaju? Ile można pokazać?




Nie przypadkowo, moim zdaniem w wyglądzie modelek tego pokazu, wyszukałam dwa szczególne atrybuty… Pierwszy: charakterystyczne usta Amandy Lepore. Dla niektórych jest ucieleśnieniem brzydoty, dla innych jest ikoną pełną seksapilu. Amanda była kiedyś mężczyzną, obecnie jest ikoną transseksualistów, modelką, performerką. Jej z pewnością charakterystyczna, plastyczna/plastikowa twarz nie pozostawia nikogo obojętnym, stała się muzą jednego ze słynniejszych fotografów na świecie, Davida LaChapelle, reklamuje multum rzeczy, występuje nawet w teledyskach Tigi :). Dochodzę więc do paradoksu, że siła brzydoty jest niepoznana/poznana:)
Drugim atrybutem modelek z pokazu są charakterystyczne nakrycia głowy. To skojarzenie, nie wiem jak wam, ale mnie kojarzy się jednoznacznie z nakryciami głowy innej znanej postaci. I tu, z całym szacunkiem, nie mam na myśli Pani Hanki Bielickiej, ale fenomenalną Grace Jones . Modelka, piosenkarka, aktorka, ikona ikon, żywa legenda, prawie, że dziewczyna Bonda i Bóg wie kto jeszcze, z chęcią zakłada na siebie, wydawać by się mogło niestworzone, odważne konstrukcje. Naprawdę gratuluję wyobraźni, kto widział ją chociaż raz w akcji, wie o co chodzi. Najistotniejsze jest to, że jej charakterystyczna twarz z ostrymi rysami oraz idealne, zdyscyplinowane ciało zapracowało sobie na miano tak pięknego, że teraz może robić z nim co chce, jak chce i kiedy chce. Może je oszpecać, udziwniać strojami, makijażem, czymkolwiek pozostając piękną właśnie w tych metamorfozach. Genialne.

Po tej dość obszernej refleksji na temat pokazu kolekcji Alexandra McQueena, mój płaszcz w chanelską pepitę przedstawiam w stonowanej formie, tak dla wyrównania;)

 
 

płaszcz - zoe
sweter - h&m
spodnie - louis vuitton jeans/ sh