Jeżeli nowy rok, miałby być taki, jak ostatni dzień starego roku, byłoby fantastycznie. Tego sobie i Wam wszystkim życzę:) Tyle słowem wstępu.
Sylwestrowy outfit stworzony parę dni wcześniej jest alternatywą dla przekombinowanych kreacji i jest stworzony dla takich odzieżowych leni jak ja:) Debiut wykończonej frędzlami małej czarnej stanął pod znakiem zapytania, gdyż sylwestrowe plany zmieniały się jak w kalejdoskopie. Ostatecznie stanęło na tym, iż ostatnie godziny 2009 roku spędzę w Londynie.
Zdjęcia Betty dodatkowo rozgrzały moją ciekawość, a także zmusiły do przeanalizowania okoliczności i zabrania jendak czegoś cieplejszego.
Za krótkie sukienki niedopasowane do figury, za duże dekolty i często rażący brak jakiegokolwiek smaku. Niestety Brytyjki w sylwestrową noc nie podbiły mojego serca. Brak odzieży wierzchniej w nocy przy temperaturze ok. 0 stopni był czymś normalnym (?), podobnie jak odkryte szpilki, często bez rajstop. Wg mnie na czas podróży 'na' i 'z' imprezy warto jednak coś na siebie włożyć:)
Na szczęście Londyn w ciągu dnia nadrobił różnorodnością stylów, odważnymi połączeniami i przede wszystkim brakiem widocznych, jednakowych trendów u wszystkich. Dla największych freak'ów i ciągłych poszukiwaczy wyjątkowych, odzieżowych arcydzieł i akcesoriów najlepszym miejscem jest camden town, artystyczna dzielnica Londynu, w której znajdują się sklepy, jakich nie znajdzie się nigdzie indziej, a także niezliczona liczba second handów i vintage shopów z prawdziwego zdarzenia w jednym miejscu:) Do tego miejsca warto wracać!
p.s. może prześle mi ktoś tę koszulkę, której jednak nie kupiłam? :)
pierwotny zestaw sylwestrowy:
mała czarna - top shop
branzoletki - indyjskie
rajstopy - vintage
łańcuch - vero moda
maska - empik
zestaw do biegania nocą po mieście:
płaszcz - h&m
sukienka - sh
torebka - valentino / sh
kamizelka z futrem - denim co
rękawiczki - net
spodnie - h&m
buty - deichmann
czapka pilotka - net
maska - empik